Moja lekomania czyli jak stałem się lekomanem

Treść zamieszczona przez

Artykuł napisany przez osobę uzależnioną od benzodiazepin

Leki (benzodiazepiny) zacząłem przyjmować jakiś czas po studiach, był to wynik zaostrzenia się fobii społecznej (nerwicy społecznej), na którą w umiarkowanej formie cierpiałem już wcześniej, lecz do końca nie zdawałem sobie z niej sprawy. Gdy podjąłem pracę w dużym zakładzie pełnym ludzi pojawiła się ze zdwojoną siłą, doszły do niej napady paniki i elementy agorafobii. Po paru miesiącach nie miałem już siły zmagać się z tym, co się ze mną działo i po konsultacji z bliskimi podjąłem decyzję o pójściu do psychiatry. Był to okres 1994-95r, robotnicze, średniej wielkości miasto, zwykły lekarz z przychodni, który po krótkim wywiadzie i postawieniu mnie przed skalą depresji uznał, że cierpię na tą właśnie dolegliwości i przepisał lek antydepresyjny z grupy SSRI twierdząc, że już po 1 tygodniu poczuję pewną poprawę.

wychodzenie z lekomanii

Niestety ja czułem się coraz gorzej, tak, że po kilku dniach spędzonych w pracy, na piętrze pełnym biur i ludzi byłem zmuszony udać się na kolejną wizytą, gdyż dopadały mnie napady paniki, których już nie byłem w stanie znieść. Wtedy dostałem pierwszą receptę na lek o nazwie Clonazepam (silną benzodiazepinę), którą miałem zażywać przez 2 tygodnie, w dawcę 2×2 mg na dzień, czyli 4 mg/dzień. Według słów lekarza po tym czasie lek antydepresyjny już na 100% miał zacząć działać.

Prawdą mówiąc miałem nadzieje na jakieś leczenie w formie psychoterapii, o której już wtedy czytałem w ogólnie dostępnych książkach medycznych, nic takiego niestety lekarz mi nie zaproponował lub nie zdążył zaproponować, gdyż na 3 wizytę już nie poszedłem. Po 3-4 tygodniach przerwałem kurację lekiem antydepresyjnym, gdyż skuteczność jego działania nijak się nie miała do działania Clonazepamu, po którym zrobiło mi się tak dobrze, że po kilku miesiącach cierpienia, odżyłem i zacząłem normalnie (tak przynajmniej mi się wydawało) funkcjonować.

Nie wiedziałem, że ten lek uzależnia.

Nie wiedziałem, a lekarz, psychiatra który powinien był wyraźnie mnie uprzedzić, czym grozi przyjmowanie silnego leku z grupy benzodiazepin dłużej niż 3-4 tygodnie nie ostrzegł mnie.
Nie wiedziałem i leczyłem się później już na własną rękę, ze zdobyciem benzodiazepin w tym okresie nie było specjalnych problemów, mógł je przepisywać praktycznie każdy lekarz, nie tylko psychiatra, niestety wciąż gdzieniegdzie jest to praktykowane.

Zanim się obejrzałem wpadłem jak “śliwka w kompot”, tolerancja mojego organizmu na ten lek bardzo szybko wzrosła, tzn po 5-6 miesiącach zamiast 4 mg/dzień, aby uzyskać ten sam efekt musiałem zażywać 6 mg.

Uzależniłem się bardzo szybko, lek stał się dla mnie konieczny do uzyskania w miarę normalnego samopoczucia, do codziennego funkcjonowania, bez zgrzewki (listka) z odpowiednią porcją leku na dzień nie byłem w stanie wyjść z domu, nie mówiąc już o odwiedzaniu miejsc publicznych. Po zażyciu Clonazepamu uzyskiwałem efekt przeciwny, można powiedzieć skrajny potrafiłem pójść na mszę i usiąść w drugim lub trzecim rzędzie pełnym ludzi.

Stałem się szybko zależny od leku fizycznie i psychicznie

Każdy nowy dzień zaczynałem od zażywania tabletek, szybko to stało się dla mnie swoistym rytuałem..
Gdy z jakiegoś powodu zabrakło mi benzodiazepinu, np. zgapiłem się i nie zaopatrzyłem w odpowiedni zapas na czas lub lekarz nie chciał przepisać, tudzież próbowałem nie brać, odstawić środki doznawałem czegoś, co się określa “głodem lekowym”, który przejawiał się gwałtownym pogorszeniem się samopoczucia zarówno w sferze fizycznej (drżenie, pocenie się, nadwrażliwość zmysłów, rozbicie mięśniowe) jak i w sferze psychicznej (silny lęk, napady paniki, bezsenność, rozdrażnienie, przygnębienie). Gdy tylko zażywałem lek objawy abstynencyjne jak i nerwica bardzo szybko mijały, praktycznie jak ręką odjął.

lekomania i uzależnienie od leków

W ciągu 2-3 lat na skutek rozwoju tolerancji mojego organizmu doszedłem do dawki 4 tabl 2 mg Clonazepamu, czyli 8 mg tego leku /dzień. W tym okresie brałem nie tylko Clonazepam, naprzemiennie przyjmowałem w różnych okresach znaną i stosowaną i w obecnych czasach u wielu pacjentów równie silną i uzależniającą benzodiazepinę o nazwie substancji czynnej Alprazolam (nazwy handlowe tego leku to Xanax, Alprox, Afobam, Zomiren i inne) w podobnej dawcę nawet do 7-8 mg tego leku / dzień.

Negatywne konsekwencje uzależnienia

Z czasem w trakcie przyjmowania coraz większych dawek leków pojawiły się różne negatywne konsekwencje, które są charakterystyczne i dla innych nałogów takich jak alkoholizm, narkomania lub nawet dla uzależnień z grupy behawioralnych.

Mam tu na myśli takie konsekwencje jak:
– negatywne zmiany osobowości człowieka uzależnionego,
– upośledzenie jego zdolności psychomotorycznych,
– coraz większa koncentracja wokół zdobywania substancji,
– zobojętnienie emocjonalne,
– degradacja uczuć wyższych oraz społeczna,
– jak również wiele innych negatywnych zachowań określanych, jako nałogowe.

Niektóre z nich zaczęły pojawiać się i u mnie więcej informacji na ten temat
można znaleźć na mojej stronie internetowej, blogu o lekomanii w cyklu wpisów pt „Konsekwencje uzależnienia od leków uspokajających (benzodiazepin) cz I, II, III, IV”..

Po 9 latach codziennego, regularnego przyjmowania Clonazepamu na zmianę z Alprazolamem dawka leku urosła do 13-15 tabletek na dzień! Czyli 26-30 mg Clonazepamu/ dzień (zaczynałem leczenie od 4 mg/ dzień) w czterech podzielonych porcjach, – rano, po to by w ogóle móc zacząć funkcjonować, – w południe w pracy, – po południu i na wieczór..

Walka z uzależnieniem od leków

W sumie moja lekomania trwała 14 lat, a skutki jej odczuwam praktycznie do dzisiaj. Od ok 6 lat utrzymuję całkowitą abstynencję od tych środków, przeszedłem wiele różnych psychoterapii będąc na różnych oddziałach leczenia nerwic rozsianych na terenie całej Polski, w tym 6-cio miesięczną terapię odwykową w Całodobowym Ośrodku Leczenia Uzależnień. Na swym koncie mam ok 23 nieskuteczne próby odstawiania benzodiazepin podejmowane zarówno w domu, jak i placówkach medycznych, jednakże przeprowadzone nieudolnie, zbyt szybko, często o przebiegu dramatycznym, w wyniku, czego kilka lat temu oprócz problemu pierwotnego (fobii społecznej, wtórnej agorafobii) zdiagnozowano u mnie niektóre elementy zespołu stresu pourazowego (PTSD).

W Polsce nie wiele jest miejsc biorąc pod uwagę publiczną służbę zdrowia, gdzie prowadzi się detoksykację i terapię osób uzależnionych wyłącznie od benzodiazepin, odnoszę wrażenie, że ten problem jest traktowany wciąż marginalnie zarówno przez zwykłych lekarzy, jak i pacjentów, którzy często bagatelizują problem, racjonalizując konieczność przyjmowania leków. Jest to niestety prawdopodobnie jeden z mechanizmów choroby nałogowej (mechanizm iluzji i zaprzeczeń), który ma za zadanie nie dopuszczać do świadomości chorego faktu, że jest uzależniony, który ma pomniejszać problem, minimalizować, rozgrzeszać, szukać usprawiedliwień dla obecnego stanu rzeczy..

W przypadku benzodiazepin, moim zdaniem sprawa jest tym bardziej złożona, gdyż nie jest to “zły” alkohol, nielegalne narkotyki, tylko lekarstwa, w dodatku wymyślone i dedykowane do leczenia stanów lękowych, przepisywane przez specjalistę (choć już co raz ostrożniej), do którego idziemy po pomoc z nerwicą, z fobią. Lekarz, przepisuje lekarstwa, stosujemy się do jego zaleceń, samopoczucie się poprawia, wszystko, więc w zasadzie jest ok, z jednym małym “ale” W każdej ulotce leku, czy to uspokajającego z grupy benzodiazepin, czy nasennego, z nowszej generacji pisze nie stosować dłużej niż 2-3 tygodnie lub stosować tylko doraźnie.

Ludzie lekceważą te zalecenia, być może, dlatego, że nie podejmując innych form leczenia (psychoterapia) nie widzą innej możliwości poradzenia sobie z lękiem, nerwicą (benzodiazepiny nie leczą przyczyn zaburzeń lękowych). Możliwe również, że nie dowierzają w potencjał uzależniający tych leków, lub nie są zbyt wyraźnie przestrzegani przez lekarzy o zagrożeniach długiego ich zażywania, a może dlatego, że problem wciąż jeszcze jest mało nagłośniony i rozpowszechniony w opinii publicznej jak to ma miejsce w przypadku narkomanii i uzależnieniu od alkoholu.

Jak leczyć lekomanię?

Leczenie lekomanii, biorąc pod uwagę swoje własne doświadczenia i to, co podaje fachowa literatura polega w początkowej fazie na detoksykacji uzależnionego (odtruciu), która opiera się na stopniowym, bardzo powolnym odstawianiu leku.

Benzodiazepin nie wolno odstawiać od razu lub zbyt szybko!

Nie wolno tego robić ponieważ może wystąpić wiele komplikacji:
– zawroty głowy,
– zaburzenia widzenia,
– wzmożona wrażliwość CUN (światło, hałas),
– niekontrolowane skurcze mięśni,
– atak padaczki,
– ogólne osłabienie organizmu,
– objawy grypopodobne (rozbicie, ból gałek ocznych),
– potliwość (zlewne poty),
– mdłości,
– wymioty,
– niepokój,
– lęk,
– ataki paniki,
– derealizacja,
– depresja,
– bezsenność,
– a w cięższych przypadkach to nawet halucynacje i psychozy,

Należy więc z tym uważać i zachować daleką idącą ostrożność!
Odstawianie benzodiazepin odbywa się najczęściej w warunkach szpitalnych lub ambulatoryjnych, w tym pierwszym przypadku detoksykację przeprowadza się zwykle szybciej z substytucją, czyli zamianą benzodiazepiny krótko działającej, na benzodiazepinę o dłuższym okresie półtrwania (np. Diazepam), z której to powoli się schodzi np. monitorując stężenie środka w organizmie.

Detoksykacja w czasie leczenia

Podczas detoksykacji często wprowadza się leki osłonowe, antydepresyjne SSRI o działaniu przeciw lękowym, środki przeciwdrgawkowe i stabilizujące nastrój, czasem mają też zastosowanie neuroleptyki.
Dalsze leczenie polega na terapii odwykowej, która ma za zadanie poznać i rozbroić mechanizmy uzależnienia, nauczyć chorego tego jak ma radzić sobie z głodem lekowym i żyć bez leków, często bywa również tak, że dojście do pełnego zdrowia wymaga dłuższej psychoterapii i pracy nad problemem pierwotnym, którym jest nerwica, fobia, zaburzenia osobowości, które często leżą u podstaw uzależnienia.

Problemy te wymagają często dłuższej terapii, przepracowania pewnych zagadnień z psychologami z uprawnieniami do prowadzenia psychoterapii, zmiany przekonań, zachowania, umożliwienie rozwoju osobistego, nauki pewnych umiejętności życiowych, społecznych.

Tekst nadesłany przez Przemka, twórcę bloga www.lekomaniablog.pl

Przeczytaj także artykuł:
Czym jest lekomania?

8 thoughts on “Moja lekomania czyli jak stałem się lekomanem

  1. ewa

    Witam od 10-ęciu lat biore clonozepan 2 mg na noc jestem uzależniona 3 miesiące temu odstawilam 1 mg teraz jestem nie do życia mam codziennie doła gdzie usiąde tam płacze nie chce mi sie nawet na dwór wychodzić mam 45 lat proszę o pomoc .

    Reply
    1. zosia

      Niewykluczone, że jest to właśnie tego typu problem. Ja byłam uzależniona i podobnie jak Ty MUSIAŁAM brać i co najgorsze czułam się słabo i psychicznie i fizycznie. Zdecydowałam się na konsultacje, okazało się, że to zaawansowane uzależnienie. Następnie terapia odwykowa i udało mi się z tego wyjść, ale łatwo nie było. Potrzeba na to czasu, ale warto, jeśli ktoś chce z tego wyjść tak naprawdę.

      Reply
  2. AALekomanka

    Ewo, to długotrwały proces – szybko tylko się “wpada”. Ja sama wygrzebuję się z tego bagna od czerwca i też miewam naprawdę bardzo złe dni. Ale można z tym walczyć, byle nie samotnie. Poszukaj pomocy u terapeuty uzależnień lub w pobliskiej grupie AN lub AA (mnie przyjęli alkoholicy i gdyby nie ich wsparcie, pewnie już by mnie tu nie było).

    Pozdrawiam i życzę dużo sił do walki! I pamiętaj – nie jesteś z tym sama, lekomanów jest naprawdę wielu, tylko mało który pisze o tym w sieci.
    AL

    Reply
  3. mała Mi

    czy ktos orientuje sie w temacie uzaleznienia od Adiexu ? czy moze on powodowac problemyz przysadka i nadnerczami ?

    Reply
  4. Monika

    Mam 40 lat od 20 jestem uzalezniona od clonazpamu… czy mam szanse odstawic go bez koniecznosci pobytu w szpitalu? M.

    Reply
  5. Darek S

    Sam byłem lekomanem, od roku mówię na siebie ex-lekoman. Leczyłem się stacjonarnie w ośrodku prywatnym. Ale o tym za chwilę. Jak zaczęło się moje piekło? Od zwykłych syropów na kaszel. Potem od leków na nerwicę i uspokojenie. Dochodziły do tego czasem leki nasenne. Nie obróciłem się a już nie mogłem bez tego funkcjonować. Panikowałem wręcz jak zauważałem że zapasy się kończą itd. Pomocną rękę wyciągnął do mnie tak naprawdę mój szef w pracy. Powiedział, że widzi co się dzieje, że od dłuższego czasu mnie obserwuje. Że byłem dobrym pracownikiem to nie chce mnie zwalniać ale mam coś z tym zrobić. Polecił mi też konkretny ośrodek. Widocznie też miał doświadczenie z uzależnieniami czy to swoimi czy osoby bliskiej.

    Reply
  6. Fredson

    Doceniam szczerość, rozumiem ból i konsekwencje
    związane z nałogiem. Zażywałem benzodiazepiny
    I to w tzw.”ciągu”, byłem również w ośrodku prze 8 miesięcy. I jestem “czysty” od benzo…ale! Nie potrafię żyć bez Modafinilu czy okresowo Medikinetu.
    Nie wiem czy po prostu faktycznie nie mam problemu z dopaminą.
    Co z Gabapentyna?

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *