Lęki i obawy samotnej matki

Treść zamieszczona przez

Mój mąż zostawił mnie z trójką dość małych dzieci.

Stało się to nagle i bez ostrzeżenia. Mój świat i świat moich dzieci legł w gruzach. Swoim czynem pokazał, że można w każdej chwili zacząć nowe życie przy boku innej osoby. Zachwiane zostało ich poczucie bezpieczeństwa. Okazało się, że bezpieczny dom, w którym mieszkali, przestał być dla nich miejscem, który im się dobrze kojarzy. Pojawiły się lęki. U każdego z nas. Były pytania o przyszłość, co dalej będzie, czy ja też odejdę i ich zostawię. To były lęki przez duże „L”. Na szczęście dzieci poradziły sobie z tym lepiej niż ja. Pozbyły się lęków. Okazało się, że im wystarczy tylko być razem ze mną by ich poczucie bezpieczeństwa wróciło. Świat postrzegany przez dzieci jest bardzo ograniczony. Postrzeganie go rozszerza się wraz z wiekiem, wiedzą, jaką zdobywają, ludźmi, którymi się otaczają. Małe dzieci mają zdolność wybaczania, idealizowania by ich świat w sytuacji kryzysowej nadal był w porządku. Taki jest ich sposób radzenia sobie z sytuacją kryzysową.

Moje lęki zostały.

Czasem przybierają na sile, czasem maleją. Jednak są. Po odejściu mojego męża a ich ojca, żyłam w ogromnym przekonaniu, że za chwilę ktoś lub coś odbierze mi dzieci.

Panicznie boję się wszelkich chorób.

Moja wyobraźnia działa na zwiększonych obrotach. Boję się, że każde zwykłe przeziębienie może być początkiem jakieś choroby. Ona kojarzy mi się ze szpitalem. Ten z kolei oznacza, że poświęcę się jednemu dziecku, a dwoje pozostałych oddam pod opiekę innym. Przecież nie zostawię chorego dziecka w szpitalu samego. Będzie oznaczać, że zaniedbam dwoje dla jednego. Czy będę wtedy dobrą matką?

Obawiam się śmierci.

Staram się nie dopuszczać do siebie takich myśli. Jednak one się pojawiają. Czy dam radę żyć, kiedy jednego z moich dzieci zabraknie? Czy będę w stanie być matką dla żyjących dzieci? Czy to będzie moja wina, jeśli któremuś z nich stanie się krzywda? Obawiam się pozwolić im być samodzielnymi. Nie mogę ich przecież ochronić przed złem całego świata. Muszą nauczyć się funkcjonować w społeczeństwie. A co jeśli niewystarczająco dobrze przygotuję ich do dorosłego życia? Jeśli będą popełniać błędy, ponosić porażki a nie odnosić sukcesy? Kto za to wszystko odpowie? Kto poniesie odpowiedzialność? Czy kiedykolwiek usłyszę od dzieci, że to moja wina, że im się nie udało w życiu, bo nie wskazałam im właściwej drogi, że nie dałam dobrego przykładu na życie? Czy usłyszę, że to ja ponoszę odpowiedzialność za to, że nie potrafią sobie ułożyć życia z drugą osobą? Czy dzieci z rozbitych rodzin mają w ogóle szanse na zbudowanie poprawnej relacji z ukochaną osobą?

Tekst nadesłany przez Merybeeth

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *