Fobia społeczna oczami fobiczki

Treść zamieszczona przez

Poniżej przedstawiam artykuł napisany przez osobę z fobią społeczną, mam nadzieję, że pozwoli on dostrzec osobom bez fobii z czym muszą się mierzyć fobicy każdego dnia.

Życzę miłej lektury :)

Czy walczysz ze swoją fobią społeczną, a jeśli tak to, w jaki sposób?

Z fobią zawsze jest sens walczyć.
Początkowo nie robiłam z tym nic.
Czekałam aż samo przejdzie lub wyrosnę.

Najpierw dogłębnie poznałam problem, chyba aż za dokładnie, bo później wszędzie widziałam ludzi z fobią społeczną lub jej elementami. Dopatrywałam się ich gdzie tylko można, zrobiłam się dużo bardziej czuła niż powinnam. Zbyt wiele wiedziałam, ale mniej działałam. Zachowanie równowagi tych dwóch spraw jest moim zdaniem istotne.

Kiedy odnajdywałam okresy lepszego samopoczucia, czasami był to dzień, tydzień lub godzina, starałam się w tym czasie działać na rzecz pozytywnego myślenia, postrzegać świat dobrze, robić krok do przodu.
Moim sprawdzonym sposobem jest powtarzanie sobie pozytywnych słów. Kilka razy dziennie, ułożone przez siebie zdanie, w które głęboko wierzę.
Nie ma sensu klepać czegoś, o czym głęboko nie myślimy, nie zastanawiamy się nad wypowiadanymi słowami.

W te dobre dni, gdy miałam tylko okazję wychodziłam z domu, najpierw krótkie wypady.
Jeśli było mi trudno to zaczynałam od towarzyszenia komuś przy robieniu czegoś.
Wizyta w banku – dawniej był to koszmar, nie miałam pojęcia jak podejść do okienka, co powiedzieć, strach paraliżował mnie po całości i doprowadzał do trzęsienia się całego ciała oraz głosu. Będąc, jako obserwator z kimś, komu ufałam, mogłam spokojnie przyglądać się temu procesowi i ułożyć w głowie plan następnej wizyty. Tak było również z robieniem zakupów oraz z wizytami na poczcie czy w kościele.

Pierwsze wizyty samodzielne odbywałam według wcześniej obmyślonego planu by się nie przerazić na nowo i nie wrócić do punktu wyjścia.
Później wręcz wystawiałam się na kolejne i kolejne doświadczenia, cały czas podpierałam się dobrymi mantrami typu: „nie jesteś sama z tym problemem, wielu ludzi to pokonało” „dasz sobie rade, nie jesteś głupia” „to tylko (….) od tego się nie umiera, ludzie robią to każdego dnia” „nikt na ciebie nie będzie zwracał uwagi, o wielu tu takich wchodzi i wychodzi”

Dobrze jest mieć kogoś, komu można zaufać.

Idziemy i powtarzamy jakieś ruchy, albo dostajemy możliwość obserwacji jak coś powinno się odbyć i powtarzamy to samo.
Z kimś jest raźniej.

Super, gdy usłyszy się od wspierającego dobre słowo, że daliśmy sobie rade rewelacyjnie, że są z nas dumni, że pokonujemy swoją fobię społeczną, walczymy z nią i, że się nie poddajemy.
To bardzo mocno buduje moją psychikę.

Ważnym jest żeby nigdy nie osiąść na laurach. Dłuższa przerwa może spowodować nawrót kłopotów.

Oczywiście podstawowa sprawa – podnosić sobie poprzeczkę.

Zauważyłam u siebie, że gdy zrobię coś bardziej przerażającego, pierwszy raz, albo wiele takich nowych sytuacji następujących jedna po drugiej, to po wejściu do domu, gdy mam dużo czasu, często liczonego w dniach na ochłonięcie i poukładanie tego, co się stało, jestem gotowa podjąć wszystkie drobniejsze wyzwania społeczne. Strach jest mniejszy na własnym terenie, tak jakby większe lękowe doznania zrobiły miejsce dla tych poprzednich które wtedy wydawały się nie do pokonania.

Dużym lękiem pokonuję te mniejsze, a jeszcze większym ten duży. Zawsze pojawią się nowe sprawy, nad którymi warto pracować.

Przychodzą chwile, że trzeba się schować w domu, popłakać i jakoś odreagować. W takich chwilach dobrym ćwiczeniem jest rozmowa przez Internet z obcymi ludźmi. Dobre jest korzystanie z kamerek internetowych, prowadzenie rozmów głosowych.. itd. Każdy coś dla siebie znajdzie.

Walczyłam też z fobią poprzez patrzenie ludziom w oczy idąc ulicą, nie unikałam wzroku, a czasem prowokowałam spojrzenia.
Dużo trudniejsze jest uśmiechanie się do innych – ale polecam, jeśli jest się optymistą, a światło od środka aż nam bije to super jest posyłać uśmiechy bez okazji ludziom w sklepie, kobiecie w okienku kasowym, czy facetowi w kolejce sklepowej.

Co w fobii społecznej sprawia Ci problemy, z czym sobie nie radzisz?

Z fobią społeczną nie radzę sobie od czasów szkoły. Niesprawiedliwość względem tego, co robiłam i jak robiłam zaskakiwała mnie, a nikt nigdy mi nie pomógł.
Pierwsze zranienia – ja komuś dałam całą siebie, uczciwie podchodziłam, a w zamian dostawałam zdrady, a to najmocniej niszczyło moją wiarę w człowieka. Zaczęłam się bać ludzi.

Wrzucanie mnie przez rodziców „na głęboką wodę” było złym pomysłem. Potrzebowałam chwili, tego by mi wytłumaczono, a czasami i pokazano, co i jak mam zrobić w kontakcie z druga osobą, jak np. idąc pierwszy raz na zakupy samodzielnie. Jak się przebić małemu dziecku w kolejce w sklepie gdzie nikt nie zwracał uwagi, że tam stoję. Na początku tylko mnie to stresowało a potem zaczęło przerażać. W końcu zaczęłam unikać sytuacji stresowych, a jako starsza osoba wyręczałam się, gdy tylko mogłam by nie powiększać w sobie lęku.

Jaki wpływ ma na Twoje życie fobia i co byś chciała zmienić najbardziej

Socjofobia ma duży wpływ na moje życie.
Nie robię tego, na co mam ochotę, nie bywam w miejscach, do których chciałabym dotrzeć, strach bywa większy i plany muszę odkładać lub totalnie przekreślać.
Bardzo powoli się rozgrzewam w sprawach uczuciowych, bo boję się odrzucenia lub wyśmiania, mimo ze w głowie i sercu tyle się dzieje. Stresujące sytuacje dla normalnego człowieka stają się poczwórnie przerażającymi dla fobika.

Zmienić chciałabym wiele. Największą ulgę poczułabym gdybym swobodnie podróżowała, gdybym pozbyła się leku przed uczuciami i okazywała je, gdy tylko mam na to ochotę. Odrzucenie, tej myśli pozbyłabym się jako pierwszej gdybym tylko miała możliwość coś zmienić w swoim życiu.
Jeśli nad tym popracuję to i wypracuje w sobie kolejne zdrowe odruchy.

O wpływie Twojej fobii na Twoje otoczenie, rodzinę i przyjaciół.

Najbliższe otoczenie dzieli się na tych, co rozumieją fobię społeczną i na tych, którzy co chwile zapominają, że to jest sprawa o głębszych korzeniach a nie tylko moja chwilowa niemoc. Często bywam obrażana, uznawana za lenia. Nie mam, z kim porozmawiać całkowicie szczerze.
Kiedyś były osoby, które mnie wspierały i dawały mi siły do walki. Czasem razem ze mną niczym jak z dzieckiem prowadzonym za rękę opracowywały drogę/jakiś problem, to było wspaniałe!

Był to dodatkowy kopniak by nie tylko robić to dla siebie, ale i dla nich, by pokazać im ze czas i wysiłek, który włożyli w to wszystko nie poszedł na marne, ze się starałam i są tego rezultaty

Dla mojej dalszej rodziny i innych osób jestem kimś w stylu dziwaka. Często uznają mnie za kogoś tajemniczego, albo wstydliwego. Nie znoszę, gdy ktoś wmawia mi ze się wstydzę, bo to nie jest wstyd tylko taki dziwny lęk, przerażenie.

Przez etapy wstydu przechodziłam, jako dziecko – wiec rozróżniam doskonale te dwa pojęcia. Zawsze źle reaguję na słowa „nie wstydź się” albo „nie krępuj się …” ech…
Od takiego gadania nie jest wcale lepiej. Wtedy zastanawiam się czy aż tak dziwnie wyglądam lub zachowuję się i zaczynam się wycofywać, unikać tej osoby, by nie rozjątrzała mi ran, bo nie mam siły tłumaczyć ze słowo nie oznacza nie, a słowo tak oznacza tak.

Tekst napisany i nadesłany przez Frog.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *